Według rodziców

Oprócz wypowiedzi ekspertów warto poznać też metody stosowane w praktyce przez innych rodziców. Zobaczcie, co sami rodzice robią w sytuacjach, gdy „dziecku trzeba dać klapsa”.

Co można zrobić – bez uciekania się do klapsa – na przykład w sytuacjach zagrażających życiu dziecka (gdy malec wkłada palce do kontaktu, wdrapuje się na parapet albo wybiega na ulicę)?

Mój prawie 20-miesięczny syn wdrapywał się już wielokrotnie na parapet, ale ani razu nie dostał za to i nawet nie pomyślałabym, aby go uderzyć. Na placu zabaw wybiega poza furtkę non stop… na ulicę też próbował uciekać, ale żeby za to klapsy dawać… no wybaczcie, nawet bym nie pomyślała o tym. Ja zakładam, że dziecku trzeba tłumaczyć.. kiedyś… nie wiem, przecież samo kiedyś zacznie rozumieć.

Mój cały i zdrowy:) bezklapsowo żyjący:) na ulicę nie wybiega, bo go trzymam za rękę przed wyjściem na ulicę.

Moja córka raz pobiegła bez pozwolenia w stronę bardzo ruchliwej ulicy, nie dostała klapsa, ale nie wychodziła przez tydzień z domu, tzn. na ogródek, ale nigdzie dalej i to była dla niej kara, lato, można by było iść na spacer, na lody. Codziennie powtarzałam, że nie możemy nigdzie iść, bo uciekasz mi i możesz wpaść pod auto. Od tej pory nie ucieka.

Ja mojemu Marcelowi zawsze wszystko TŁUMACZYŁEM: cierpliwie i do bólu logicznie. „Nie dotykaj kabli elektrycznych – bo jak prąd połączy będzie bolało. Dotknij sobie baterii (9V) językiem. I co, szczypie nieprzyjemnie, prawda? Prąd z kabla boli 100 razy bardziej. A zamiast do cioci pojedziemy do szpitala” – I DZIECIAK TO ROZUMIE, TAK!

 

A co robią rodzice w sytuacji napadu histerii?

Daję mu się „wyzłościć”, a jak nieco okrzepnie, gadam do niego. Wiem, wiem, powinnam przytulać,nazywać uczucia… ale to akurat u nas nie skutkowało. Spokój buddyjski u matki jest najlepszym uspokajaczem przynajmniej mojego synka.

Mój histeryzuje na szczęście średnio raz do roku, ale wtedy najlepiej olać, przeczekać, no i oczywiście jako wredna matka powiedzieć, żeby wrzeszczał głośniej, bo w kosmosie jeszcze go nie słyszeli… :)

 

A ogólnie, co zamiast każdego klapsa? Czy rodzice mają jakąś „receptę”?

Gdy miało roczek, byłam trochę zagubiona, zaczęło biegać, uciekać, raz dałam klapsa – zero rezultatu. Teraz ma prawie 3 lata, od tamtej pory zero klapsów, a żyje. Wiecie co, wtedy po tym klapsie miałam takie wyrzuty sumienia, że zaczęłam… tłumaczyć, czemu nie ma czegoś robić. Np. czemu nie wolno łazić po jadącym tramwaju, tylko siedzieć na miejscu… 15-minutowa jazda,a ja cały czas tłumaczę, ludzie się na mnie gapią, ale gapi się też… dziecko. I słucha. Chociaż ma rok i 4-5 miesięcy. Słucha i od tego czasu nie próbuje wstawać w jadącym tramwaju. I tak ze wszystkim. Niesamowite, długotrwałe, ale skuteczne, milion razy skuteczniejsze niż przemoc, która nie daje nic.

No właśnie nie wiem, skąd ogólne (i proklapsowe) przekonanie, że dziecku nie wytłumaczysz, bo nie zrozumie. Kurde, moje jeszcze nie umiało gadać, ale rozumiało wszystko doskonale. I nie jest jakieś megagenialne, bo obserwuję ,,rozumienie” u większości innych normalnych dzieciaków, rocznych, półtorarocznych, starszych. No pewnie, że jak się nie wyjaśni, to nie skumają, a na wyjaśnianie to już najczęściej energii nie starcza. Więcej zaufania do intelektu własnych dzieci – to chyba recepta.

 

A ja dodam: więcej zaufania do własnego intelektu :)
Każdy rodzic umie zrezygnować z klapsów, każdy umie znaleźć alternatywę – trzeba tylko chcieć. I… dostrzec w swoim dziecku człowieka. Mniejszego, słabszego i całkowicie od nas zależnego CZŁOWIEKA:

Wołam dziś mojego niespełna trzyletniego synka:
- No chodź, dziecko.
A on na to oburzony:
- Nie jestem dzieckiem, jestem cłowiekiem!!!

I chyba to wystarczy za całą tę dyskusję… :)

 

Wszystkie wypowiedzi rodziców pochodzą ze strony Kocham. Nie daję klapsów na Facebooku.

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się