Autorytet ojca

Czy bycie ojcem jest trudne? Nie wiem, to pytanie do każdego z ojców z osobna. Ale myślę, że szczególnie ciężkie musi być wtedy, kiedy człowiek walczy o wizerunek „prawdziwego mężczyzny” w oczach swojego dziecka.

Rozumiem ojcowską walkę o autorytet. Kiedy dzieci się rodzą, zwykle pierwsze skrzypce grają matki, które przeżyły z dzieckiem okres ciąży, potem karmią je piersią i z różnych względów spędzają z dzieckiem większość czasu w pierwszych paru latach jego życia.

Zdarza się, że kobiety, może rzadziej same mamy, sugerują ojcu, że nie poradzi sobie z małym dzieckiem, że ma niezgrabne łapy, a ono takie delikatne. Że nie ma cierpliwości do jego płaczu, że jest za mało czuły. Cóż, cechy „samca alfa” rzeczywiście pozostają w pewnej odległości od ideału czułego rodzica.

W końcu jednak ojciec dochodzi do głosu. Paroletnie dziecko zaczyna być ciekawe mężczyzn. Zaczyna interesować się, jacy są mężczyźni i – otoczony paniami w przedszkolu, a wcześniej spędzając czas głównie z mamą – zaczyna poszukiwać swojego ojca. Po paru latach ojciec wreszcie może poczuć się dowartościowany.

Wtedy właśnie pojawia się ta pułapka ideału. Ojciec chce pokazać, że jest kompetentny, że daje radę, że jest świetny. Chce, by jego dziecko patrzyło na niego jak w obrazek, więc opowiadając, pomija swoje słabości, tym bardziej, że dziecko chłonie opowieści o tym niemalże bajkowym bohaterze. Chce być skuteczny, więc oczekuje, że dziecko będzie słuchało wszystkich jego próśb i poleceń. W przeciwieństwie do „zbyt pobłażliwej matki” komunikuje, czego chce, i nie zna dyskusji, która według niego jest oznaką słabości. Uważa, że dziecku potrzebny jest wszechmogący, silny i nieomylny ojciec i stara się takim być.

Dzieci nie potrzebują jednak wizerunku herosa, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością – chyba, że bajkowo-filmową. Wierzą w niego i myślą, że tak to powinno być, ale zarazem, zwłaszcza chłopcy, z czasem czują, że to nie jest prawda o mężczyźnie.

Chłopcy czują emocje, smutek, złość czy lęk i chcą wiedzieć, co z nimi zrobić. Pytają o to ojca – jeśli ojciec mówi, że ich nie odczuwa, to przestaje być osiągalnym wzorem do naśladowania. Dziecko ma problem, bo ma wyrzuty sumienia, że odczuwa emocje, których nie odczuwają „prawdziwi mężczyźni”. Ale „prawdziwych mężczyzn” można oglądać w filmach, a ono potrzebuje prawdy. Potrzebuje się dowiedzieć, co ojciec robi, kiedy się boi czy smuci. Bo o złość zwykle jest łatwiej.

Dziecko wcale nie oczekuje od ojca, że zawsze sobie poradzi – chce tylko wiedzieć, co zrobi wówczas, kiedy sobie radzić przestanie. Czy potrafi przyznać się do błędu? Poprosić o pomoc? Czy też zacznie budować przed coraz bystrzejszym dzieckiem wizerunek uparciucha, który nie umie spojrzeć prawdzie w oczy i łapie się kłamstwa lub siły, by utrzymać swój wizerunek? Przynajmniej pozornie.

Nie da się zbudować trwałego autorytetu na sile lub kłamstwie. Budując autorytet na przemocy fizycznej lub psychicznej, tworzymy dziwną więź, w której osoba, którą kocha dziecko, wywołuje w nim poczucie strachu, złości lub smutku. Zrozumienie tego w połączeniu z relacją miłości jest arcytrudne dla każdego człowieka – zarówno dużego, jak i małego. A ten mały człowiek dowiaduje się także, że jeśli ma z kimś problem i ma przewagę siły, to powinien jej użyć – w końcu rodzic jest wzorcem zachowań.

Co zostanie z tego autorytetu, kiedy dziecko urośnie? Kiedy przewaga siły nie będzie już po stronie rodzica? Niewiele, ale ślady po nieprzyjemnych emocjach pozostaną być może na całe życie i dziecku trudniej będzie odnaleźć się w relacji miłości bez przemocy. Pozostanie też ten trudny ślad – nie potrafiłem spełnić oczekiwań ojca, skoro ciągle sprawiał mi przykrość.

Równie krótkie nogi ma autorytet oparty na kłamstwie. Z wiekiem dziecko rozpoznaje, kiedy ojciec mówił prawdę, a kiedy nie. Jeśli dostrzeże wiele kłamstw – naturalnym efektem jest brak zaufania. Po co dziecko ma rozmawiać z człowiekiem, który buduje swój wizerunek na kłamstwie? Czemu ma słuchać i wierzyć? Taki ojciec nie jest dziecku potrzebny tak bardzo jak prawdziwy człowiek spotykający się z prawdziwym życiem.

Autorytetu nie buduje się przemocą. Autorytet można mieć po prostu – będąc prawdziwym dorosłym mężczyzną. Dziecko tęskni za siłą ojca, ale w zupełnie innej formie. Za siłą, która walczy ze słabościami. Siłą, która pozwala powiedzieć „nie umiem”, „jest mi trudno” – ale zarazem wskazać drogę, którą należy iść, kiedy znajdziemy się w takiej sytuacji. Dziecko tęskni za prawdą, a od kłamstwa i przemocy ucieknie. Jeśli tylko starczy mu sił. Taki autorytet jest w zasięgu każdego ojca.

Czy bycie ojcem jest proste? Nadal to pytanie do każdego ojca z osobna. Ale pewnie jest dużo łatwiej, kiedy nie trzeba napinać się, ukrywając słabości, ale można spokojnie i szczerze dać sobie do nich prawo i móc o nich rozmawiać. Znacznie łatwiej jest po prostu być obok dziecka i razem z nim przeżywać różne emocje, niż w napięciu „grać silnego” i zastanawiać się, co ono myśli o tym autorytecie. Łatwiej i lepiej, bo to właśnie takiemu ojcu nie tylko naiwny przedszkolak, ale też nastolatek i dorosłe dziecko powie „jesteś najlepszy”.

Jarosław Żyliński
psycholog wychowawczy
autor blogów jarekzylinski.blox.pl i jarekzylinski.natemat.pl

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się