Nie ma klapsów, jest bicie

Janusz Korczak mówił: „Nie ma dzieci, są ludzie”. Ta krótka sentencja podsumowuje całą myśl pedagogiczną Korczaka, mimo upływu lat wciąż aktualną i… wciąż tak daleką
od urzeczywistnienia.

Korczak, którego koncepcje wychowawcze są szczególnie piękne i ważne, bo poparte doświadczeniem i praktyką ich twórcy (w odróżnieniu np. od poglądów Rousseau, który pięcioro swoich dzieci oddał do sierocińca), pisał:

Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny.

W momencie pisania tych słów nikomu się nawet nie śniło o prawach dziecka. Dzisiaj prawa człowieka obejmują również dzieci – jest to fakt niepodważalny i każdemu znany. A jednak
słowa Korczaka nie straciły na aktualności. Wciąż nie potrafimy traktować dzieci jak ludzi.
Wciąż uważamy, że dziecko dopiero „będzie” człowiekiem, że okres dzieciństwa to czas „robienia” z dziecka człowieka – „wychowywania”, „kształtowania”, „formowania”, „tworzenia”. Wciąż sądzimy, że tylko dorosły jest człowiekiem, a dziecko – dopiero nim będzie.

Najlepiej potwierdza to nasze podejście do bicia dzieci. Widoczne nie tylko w codziennej „praktyce wychowawczej” wielu współczesnych rodzin, ale również w języku.

Jedno uderzenie wymierzone dorosłemu to cios, bicie. Jedno uderzenie wymierzone dziecku to klaps. Kilka uderzeń wymierzonych dorosłemu to pobicie, napaść. Kilka uderzeń wymierzonych dziecku to lanie. Dorosłego się bije, dziecku daje się klapsa lub sprawia
się lanie. Dorosły jest bity, dziecko dostaje w tyłek.

Ten język nie jest żartobliwy. Nie jest niedelikatny. Ten język ukrywa prawdę. Wszystkie te eufemizmy – „dawać”, „sprawiać” – zastępują w naszej świadomości jedno słowo: BIĆ.
„Klaps” zastępuje uderzenie, „lanie” – pobicie.

Eufemizmy w języku są potrzebne. To dzięki nim możemy rozmawiać o sprawach trudnych, kłopotliwych czy zawstydzających (np. o śmierci czy seksie). Niektóre eufemizmy bywają jednak niebezpieczne, bo za bardzo oddalają słowo od określanej nim czynności, sytuacji czy rzeczy
i sprawiają, że w świadomości użytkowników języka zaciera się związek między określeniem
a tym, co jest określane.

Tak jest w przypadku „klapsa”. Nie chcemy przyznać, że bijemy własne dziecko.
Myślimy więc i mówimy, że dajemy mu klapsy, sprawiamy lanie. Możemy sprawić dziecku
i niespodziankę, i lanie. Możemy mu dać (podarować) i prezent, i klapsa.

A klaps to bicie, a nie podarunek!

 

Anna Golus

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się