Lanie jako „akt miłości”

Amerykański psycholog James Dobson jest najbardziej znanym zwolennikiem kar cielesnych będących elementem wychowania w miłości i dyscyplinie i autorem poradników, w których radzi rodzicom, kiedy, jak, czym i za co należy bić dzieci. Obecnie w sprzedaży znajduje się (na szczęście) tylko jedna jego książka – Dzieci i wychowanie. Pytania i odpowiedzi, wydana przez Oficynę Wydawniczą Vocatio w 2000 roku.

W poradniku tym Dobson streścił swoje metody wychowawcze (opisane szerzej w książkach Uparte dziecko i Zasady nie są dla tchórzy. Jak zachować równowagę między miłością
a dyscypliną w wychowywaniu dzieci
) w odpowiedziach na pytania rodziców.

Rozdział „Kary cielesne – kiedy, jak, za co?” rozpoczyna się pytaniem:

Jest pan zwolennikiem kar cielesnych, widząc w nich środek dyscyplinujący. Czy nie obawia się pan, że takie rady mogą się przyczynić do wzrostu liczby przypadków maltretowanie dzieci?

Dobsona to „niepokoi”, a zjawisko znęcania się nad dziećmi wręcz „przygnębia”. Według niego jednak:

kara fizyczna wymierzona przez kochających, troskliwych rodziców to coś zupełnie innego. Nie jest to bynajmniej agresywna próba wyrządzenia dziecku krzywdy, lecz tylko środek, który ma je oduczyć niepożądanych zachowań. Nie jest aktem wrogości, lecz miłości.

Ten „akt miłości” nie może być wymierzany w gniewie ani traktowany jako ostateczność, ponieważ „znacznie skuteczniej działa w początkowej fazie konfliktu, kiedy rodzice jeszcze
w pełni kontrolują swoje emocje”. Ta rada ma uchronić dzieci przed maltretowaniem. Według Dobsona bowiem: „do aktów znęcania się nad dziećmi najłatwiej dochodzi właśnie wtedy, kiedy wolno im godzinami kaprysić, arogancko odpowiadać rodzicom, robić na złość, jednym słowem, irytować ojca i matkę do takiego stopnia, przy którym może zdarzyć się wszystko”.

Wiemy już, kiedy stosować karę cielesną – natychmiast. A za co? Dobson twierdzi, że „kara cielesna powinna być stosowana w każdym przypadku rozmyślnej prowokacji”. Czyli dwulatek
w okresie „buntu”, gdy na każdym kroku sprawdza granice i „prowokuje”, powinien być lany właściwie bez przerwy.

Jak konkretnie powinien wyglądać „akt miłości” w postaci lania?

Czy może pan podać kilka podstawowych reguł stosowania kar cielesnych wobec krnąbrnych i nieposłusznych kilkulatków?
Łagodne klapsy [podobnie jak w innych tego typu poradnikach „klaps” oznacza ‘uderzenie przedmiotem’ – AG] można stosować między piętnastym a osiemnastym miesiącem życia [po 18. m-cu nie muszą być „łagodne” – AG], jednak stosunkowo rzadko i tylko w odpowiedzi na otwarty sprzeciw, nigdy zaś wobec przejawów dziecięcej lekkomyślności.
Kiedy zajdzie konieczność wymierzenia kary fizycznej, należy do tego celu używać przedmiotów, takich jak cienka witka lub pasek, ręki natomiast tylko wyjątkowo. Wydaje mi się, że ręka powinna kojarzyć się dziecku z miłością, a nie narzędziem kary. [...] Są wyjątki od tej reguły, na przykład kiedy malec dostaje po łapach za sięganie do rozpalonego grzejnika bądź manipulowanie przy innych niebezpiecznych urządzeniach.
Czy lanie powinno boleć? Tak, bo inaczej nie przyniesie efektu. Uderzenie w pupę przez trzy warstwy mokrych pieluszek nie dostarcza dziecku żadnej informacji. Nie znaczy to wcale, że zalecam tu mocną chłostę! Dwa, trzy uderzenie cienką rózgą po nóżkach bądź po tyłeczku całkowicie wystarczą do podkreślenia zasady: „musisz mnie słuchać”. [mowa o dzieciach od 15. m-ca życia – AG]
Karę cielesną stosujemy natychmiast po wykroczeniu. Pamięć malucha nie jest jeszcze na tyle sprawna, aby można było pozwolić sobie na bodaj dziesięciominutową zwłokę.
Gdy jest już po wszystkim, a łzy obeschną, ukarany pragnie zwykle czułej pociechy. Przytulmy więc spłakane dziecko i niech w tym rodzicielskim uścisku spłynie nań uczucie ciepła i bezpieczeństwa. Tkliwie kołysząc malca w ramionach, powiedzmy mu o swojej miłości i o tym, dlaczego musi „słuchać mamusi”. Ta chwila może być najważniejsza
w ciągu całego dnia.

Dobson ma odpowiedź na każde pytanie zatroskanych rodziców pragnących wychowywać dzieci według jego zaleceń:

Jak długo, według pana, można pozwolić dziecku płakać po tym, jak zostanie ukarane lub dostanie lanie? Czy istnieje tu jakaś granica?
Owszem, przynajmniej ja tak sądzę. Dopóki wraz ze łzami uwalniają się prawdziwe emocje, pozwólmy im płynąć. Płacz jednak dość szybko zmienia charakter. To, co było wyrazem wewnętrznego bólu, staje się po chwili bronią, narzędziem protestu, mającym na celu ukaranie przeciwnika. Szczery płacz trwa zwykle około dwóch minut, choć zdarza się, że i pięć. Po tym czasie dziecko już tylko użala się nad sobą. Zmianę tę łatwo rozpoznać po tonie i nasileniu głosu. Ja zwykle w takich sytuacjach żądałem od syna, żeby przestał, proponując mu w przeciwnym razie jeszcze odrobinę tego, co go skłoniło do płaczu.

„Prawdziwe emocje”?! „Wewnętrzny ból”?! Pierwszy płacz dziecka po laniu jest „wyrazem” cierpienia fizycznego – dziecko płacze, bo czuje ból! Fizyczny ból! Po paru minutach (według Dobsona – od 2 do 5, zapewne w zależności od liczby i siły uderzeń) zmienia się „charakter” płaczu. Ale nie na „narzędzie protestu”, tylko właśnie dopiero wówczas – „wyraz wewnętrznego bólu”, cierpienia psychicznego. I za ten płacz oddający „prawdziwe emocje” i uczucia dziecka należy zbić je ponownie!
Dziecko nie może cierpieć psychicznie. Nie może czuć żalu, złości, niesprawiedliwości, poczucia bezradności i zdrady. Nie. Może popłakać parę minut z bólu, a uczucia i emocje ukryć, stłumić, wyprzeć. Bo przecież lanie jest „aktem miłości”!

I choć lanie jest tak ważnym elementem wychowywania dzieci w miłości i dyscyplinie, choć
jest „aktem miłości”, Dobson podkreśla, „że kara cielesna nie jest jedynym narzędziem
w kształtowaniu woli i że nie zalecam jej stosowania bez względu na wiek i okoliczności”.
Owszem, Dobson nie zaleca bicia niemowląt przed 8 miesiącem życia ani nastolatków.
I oczywiście wyjaśnia, dlaczego.

Czy mój dziesięcioletni syn jest za duży, żeby sprawiać mu lanie?
Kary cielesne powinny być rzadko stosowane w okresie bezpośrednio poprzedzającym dojrzewanie. Oczywiście są dzieci wyjątkowo krnąbrne, które wprost dopraszają się lania, nie należy więc odmawiać im owej satysfakcji. Natomiast dzieci uległe powinny żegnać się z paskiem już pod koniec pierwszej dekady życia lub nawet o cztery lata wcześniej.

Choć ten poradnik jest dziewiątą książką-instrukcją bicia dzieci (i trzecią tego autora), z którą miałam nieprzyjemność się zapoznać, nie potrafię ukryć wrażenia, jakie wywołuje na mnie zdanie: „są dzieci wyjątkowo krnąbrne, które wprost dopraszają się lania, nie należy więc odmawiać im owej satysfakcji”. To ma być żart? Specyficzne poczucie humoru autora lub tłumacza? Żadne dziecko, bez względu na wiek, nie „doprasza się” lania! Bez względu na to,
co robi, jak się zachowuje, jak bardzo jest „krnąbrne”, nigdy nie prosi o lanie, nie zasługuje
na nie i – przede wszystkim – nie sprawia mu satysfakcji!

A dlaczego nie należy bić nastolatków?

Chciałbym poznać pańskie poglądy na temat dyscyplinowania nastolatków, zwłaszcza że twierdzi pan, iż w tym wieku kary cielesne nie są ani mądre, ani skuteczne.
W razie konfrontacji z nastolatkiem jedynym sposobem narzucenia mu dyscypliny może być odpowiednie manipulowanie czynnikami i okolicznościami zewnętrznymi. [...] Mogę przyznawać lub wycofywać pewne przywileje [...]. Mogę też „uziemić” buntownika
w domu, zakazać mu korzystania z telefonu albo oglądania telewizji.
Oczywiście nie są to nadzwyczajne środki perswazji i niekiedy zupełnie nie dostosowane do zaistniałej sytuacji. [...] Jeśli wydaje się to komuś mało przekonywające, to przyznaję mu rację, ale taka jest rzeczywistość. Zbuntowany nastolatek może wygrać konfrontację z rodzicami, gdy sprawa stanie na ostrzu noża. [...] Młodzież to dzisiaj siła, z którą trzeba się liczyć.

Mówiąc wprost – nastolatków nie należy bić, bo… mogą oddać! Są „silne”, mogą „wygrać”! Lepiej więc nie ryzykować, że zostanie się uderzonym przez własne, nastoletnie dziecko,
i nastolatków już nie bić.
Wychodzi na to, że „zasady nie są dla tchórzy”, ale bicie dzieci – owszem.

 

Anna Golus

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się