Klaps drewnianą łyżką i worek bez dna…

Ile poradników, których autorzy zalecają często brutalne bicie dzieci, jest dostępnych
w sprzedaży? Ile szczegółowych instrukcji bicia dzieci można zakupić w polskich księgarniach?

Gdy 6.02.2012 ruszała akcja „Zdejmijmy instrukcje bicia dzieci z półek księgarni”, dotyczyła ona trzech książek: Jak trenować dziecko? Debi i Michaela Pearlów (wyd. Vocatio, 2010), Klucz do serca twojego dziecka Gary’ego Smalleya (wyd. Pojednanie, 2006) i Wychowanie dziecka według Pisma Świętego Richarda Fugate’a (wyd. Pojednanie, 2008). Po kilku dniach do tego niechlubnego grona dołączył poradnik Mądra miłość Betty Chase (wyd. Vocatio, 2006) – książka już w zeszłym roku zgłoszona do prokuratury przez fundację KidProtect.pl.

Jak można było przypuszczać, takich poradników jest jednak jeszcze więcej…
Jedna z uczestniczek naszej akcji zwróciła uwagę na książkę I kto tu rządzi? Poradnik dla sfrustrowanych rodziców Roberta Barnesa, wydaną w 2010 roku przez Oficynę Wydawniczą Vocatio. Oczywiście z jej opisu* nie dowiemy się, że autor bije swoje dziecko drewnianą łyżką, a tłumacz określa te uderzenia mianem „klapsów”, lecz przeczytamy:

Zauważyłeś, że w wychowaniu swojego dziecka zbyt często ustępujesz, za dużo krzyczysz albo korzystasz z wymówek? Oto masz w ręku jasno napisaną instrukcję, jak ustanowić w swoim domu porządek i harmonię i uniknąć ustawicznej walki o władzę…

Z recenzji zamieszczonej na portalu granice.pl dowiemy się natomiast, że:

„I kto tu rządzi? Poradnik dla sfrustrowanych rodziców” Roberta Barnesa to instrukcja dla zdesperowanych i zgnębionych, by mogli zamienić ustawiczną walkę o władzę
w domu w atmosferę „sielską i anielską”.

Każdy rodzic odczuwa czasem frustrację. Czy to jednak oznacza, że powinien radzić sobie z nią, bijąc swoje dziecko drewnianą łyżką, czyli robiąc to, co autor poradnika? W dostępnym na stronie wydawnictwa Vocatio początkowym fragmencie książki czytamy:

Gdy mój syn miał cztery lata, kłopotów nastręczało nam zatrzymanie go w łóżku w nocy. Doszło do tego, że musieliśmy ustalić pewne konsekwencje jego zachowań. Wiedział, że jeśli wstanie w środku nocy, żeby się pobawić, usłyszy jedno ostrzeżenie, a jeśli nie usłucha, dostanie klapsa.

Możemy się również dowiedzieć, jak to wyglądało:

– Robey, co tatuś będzie musiał zrobić, jeśli jeszcze raz wyjdziesz dzisiaj z łóżka?
– Dać mi klapsa, tatusiu – padła jego odpowiedź.
– Zgadza się skarbie. Proszę, nie zmuszaj mnie, bym to zrobił. Zostań w łóżeczku.

Synek nie usłuchał, więc…

Podszedłem do jego łóżka i powiedziałem spokojnym głosem:
– Zaraz wrócę, Robey.
Wiedział, że oznacza to, że idę do kuchni po drewnianą łyżkę. Gdy wróciłem, dałem
mu tą łyżką klapsa, odłożyłem ją i powiedziałem:
– Czemu tatuś musiał to zrobić, skarbie?
– Bo wyszedłem z łóżka – padła odpowiedź przez łzy.
– Zgadza się, Robey. Nie znoszę tego robić, ale kocham cię, i jeśli mnie nie słuchasz,
to zmuszasz mnie do tego. Proszę, nie bądź więcej nieposłuszny.

„Kocham cię, ale zmuszasz mnie do tego, żebym cię bił drewnianą łyżką”?! To chyba nie wymaga komentarza… Podobnie jak znajdująca się w części III poradnika instrukcja („dla zdesperowanych i zgnębionych”? a może: leniwych i niemyślących?) bicia dzieci, podzielona
na trzy części:

Klapsy: dlaczego i kiedy je stosować?
Czy dawać klapsy?
Jak wymierzać klapsy?
Często zadawane pytania dotyczące wymierzania klapsów

69% Polaków uważa, że czasem trzeba dać dziecku klapsa – w różnych sytuacjach, z różnych powodów, z różną siłą… (o tym, czym dla Polaków jest „klaps”, pisałam m.in. tutaj, a bardziej szczegółowo – w Już bez bicia? Spór o klapsa). Pisałam też już o „klapsach rózgą”. Teraz – „klapsy drewnianą łyżką”…

W języku angielskim (w którym zostały napisane wszystkie te poradniki) jest znacznie więcej określeń poszczególnych rodzajów bicia dzieci, w polszczyźnie zaś mamy do wyboru tylko „uderzenie” lub „klaps”, „bicie” albo „lanie”. O ile jednak anglojęzyczni autorzy nie używają eufemizmów, o tyle polscy tłumacze – jak najbardziej, do granicy absurdu. Bicie rózgą – to „klaps”. Bicie drewnianą łyżką – też „klaps”. Czy kopnięcie dziecka również byłoby tłumaczone jako „klaps”? „Klaps nogą”?
I nie jest to bynajmniej świadectwem ich nieudolności czy niekompetencji – świadczy jedynie
o tym, znaczeniem słowa „klaps” można manipulować jeszcze bardziej niż czyni to obecnie większość Polaków (uważających, że klaps nie jest biciem). Ten sposób tłumaczenia jest również kolejnym dowodem na to, że nikt – nie tylko rodzice, ale też tłumacze (a za nimi: redaktorzy, korektorzy, wydawcy…) – nie chce przyznać, że BIJE swoje dziecko. Że kara cielesna – czy to klaps, czy uderzenie rózgą, pasem, drewnianą łyżką… – jest BICIEM.

Obecność tej książki na półkach księgarni nie tylko jest dowodem na to, jak bardzo niebezpieczne może być manipulowanie znaczeniem słowa „klaps”, ale również dowodzi,
że worek z instrukcjami bicia dzieci nie ma dna…

Czy należy zawiadamiać prokuraturę o każdej kolejnej takiej pozycji? Ile zgłoszeń trzeba będzie złożyć? A jeśli jakieś wydawnictwo zechce wznowić książki Dobsona (obecnie niedostępne
w sprzedaży, wykupione…, ale wciąż polecane rodzicom przez innych rodziców)? I co zrobić
z książkami typu Jak sobie radzić z depresją? Tima LaHahe’a (wyd. Pojednanie), który
w rozdziale poświęconym zapobieganiu depresji u dzieci chwali sprawianie dzieciom lania?
Rózgą, oczywiście.

 

Anna Golus

 

* Opis ten jest przedrukowany nie tylko na stronach księgarni sprzedających ten poradnik, ale też na portalu miastodzieci.pl. Czy redakcja naprawdę poleca tę książkę, czy też nie zadała sobie trudu, by zapoznać się z jej treścią?

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się