Klaps biblijną rózgą? Czemu nie kamieniem?

W 2010 nakładem Oficyny Wydawniczej Vocatio ukazała się książka Jak trenować dziecko? Michaela i Debi Pearlów. W opisie publikacji czytamy:

Trenowanie dziecka w samodyscyplinie to zapomniana w dzisiejszych czasach, ale ciągle najskuteczniejsza koncepcja wychowawcza oparta na powszechnie znanym powiedzeniu mówiącym o tym, że trening czyni mistrza. Skuteczność tej metody potwierdzą najlepsi olimpijczycy, naukowcy, biznesmeni czy żołnierze sił specjalnych. [...] Samodyscyplina
i samokontrola nie spadają z nieba jak wieczorna rosa. Dzieci trzeba z miłością wdrażać
w nie, dzień po dniu, i to już od pierwszych miesięcy życia.

Nie dowiemy się z opisu książki, że jej prawdziwa treść nie ma nic wspólnego z pełnym miłości rodzicielstwem, lecz jest odrażającą instrukcją bicia dzieci „już od pierwszych miesięcy życia”. Nie dowiemy się, że autorzy zalecają bicie dzieci niemal od urodzenia, rózgą – i to nie tylko
„za karę”, ale też w ramach „treningu” (tresury!). Cytat:

Kiedy moje dzieci wchodziły w wiek, gdy potrafiły już raczkować (w jednym przypadku toczyć się) po pokoju, rozpoczynałem sesje treningowe.
Spróbujcie sami. Umieśćcie jakiś atrakcyjny przedmiot w zasięgu dziecka, na przykład
w rogu pokoju, do którego dziecku nie będzie wolno wchodzić, albo na stole, gdzie stoi sok jabłkowy. Kiedy dziecko go zauważy i ruszy w jego kierunku, powiedzcie miłym
i spokojnym głosem: „Nie, nie dotykaj tego”. Ponieważ w tym wieku dziecko zna już słowo „nie”, zatrzyma się na chwilę, spojrzy na was ze zdziwieniem, a potem odwróci się
i chwyci przedmiot. Wtedy spokojnie wymierzcie mu jeden korygujący raz rózgą w rękę, mówiąc jednocześnie: „Nie”. Pamiętajcie, że w tym momencie nie karzecie dziecka,
ale je ćwiczycie. Jeden raz małą rózgą wystarczy. (s. 21)

Mowa o niemowlętach! Ledwie raczkujących (czy wręcz tylko „toczących się”) dzieciach!

Uderzenie dziecka rózgą autorzy (czy raczej: tłumacz) określają mianem „KLAPSA rózgą” (!). Według nich dziecko podczas otrzymywania lania nie powinno płakać. Jeśli płacze, powinno się bić je mocniej i dłużej. Aż przestanie. Czy to ma być ta samokontrola trenowana od dzieciństwa? Nie chcę wiedzieć.

Słabo mi się robi, gdy to czytam. Współczuję polskiemu tłumaczowi i korektorowi. Ale nade wszystko zastanawiam się, jak można było wydać taką książkę? W roku, w którym stosowanie kar cielesnych zostało zabronione. W XXI wieku, kiedy szkodliwość i nieskuteczność kar cielesnych jest powszechnie znana, a prawa dziecka do szacunku i nietykalności cielesnej – niepodważalne.
I jak można, wiedząc o zakazie bicia dzieci, wciąż tę książkę sprzedawać? Jak można oferować czytelnikom – nieświadomym rodzicom, którzy pragną dowiedzieć się, jak wychować olimpijczyka czy biznesmena – książkę o tak szokującej treści? Książkę, w której znajdują się publiczne nawoływania do popełnienia przestępstwa?

Vocatio to wydawnictwo o profilu chrześcijańskim. Czy jednak to oznacza, że powinno wydawać wszystkie książki, w których treści pojawia się słowo „Bóg”, czy wszystkie publikacje autorów uważających się za chrześcijan?
Autorzy książki Jak trenować dziecko?, Michael i Debi Pearl, określają się mianem chrześcijan, traktują dosłownie słowa Biblii dotyczące rózgi, ale zapominają, że Pismo Święte było pisane
w czasach, gdy rodzice mieli nieograniczoną władzę na dziećmi, gdy dzieci nie miały żadnych praw, były uważane za własność rodziców, z którą mogą oni robić, co tylko zechcą. W czasach, gdy rodzice nie tylko bili rózgami dzieci w każdym wieku, ale również kamienowali nieposłusznych młodzieńców (!) i zabijali noworodki (zwłaszcza płci żeńskiej).

W Polsce Michael i Debi Pearlowie nie są – na szczęście – zbyt znani, więc nikt nie polemizuje
z ich chorymi poglądami, ale istnieją zagraniczne (co ważne: chrześcijańskie) strony takie jak whynottrainachild.com skierowane przeciw metodom Pearlów i udowadniające, że Bóg wcale
nie każe bić dzieci.

Choć brak kontrowersji wokół Pearlów i ich książek niekoniecznie musi być „szczęśliwy”.
W książce Już bez bicia? Spór o klapsa opisywałam kontrowersyjne również w Polsce poradniki Dobsona czy Sławińskiego. Książki, o których rodzice rozmawiają na forach internetowych, polecając je sobie nawzajem lub ze wstrętem odradzając. O Pearlach nie mówi się nic.
Ich książki, dostępne w kilkudziesięciu polskich księgarniach internetowych, do wczoraj (02.02.12) miały tylko dwie opinie. Obie – pozytywne! Opinie te znajdują się na stronie wydawnictwa Vocatio (tutaj).

Nieznający prawdziwej treści książki rodzice, zachęceni opisem, mogą więc uwierzyć, że bicie dzieci rózgą od pierwszych miesięcy życia, „trening” czy raczej „tresura”, pozwoli im wychować olimpijczyków, naukowców, biznesmenów…

A że wiąże się to z krzywdą, bólem, upokorzeniem dzieci tych rodziców, czytelników, klientów – to już nikogo nie obchodzi. A na pewno nie obchodzi Oficyny Wydawniczej Vocatio, która – wbrew temu, co jest napisane na jej stronie – najwyraźniej nie pragnie „przede wszystkim, aby Jemu podobała się linia wydawnicza VOCATIO”.

Bóg nie każe bić dzieci!
Bóg jest miłością, dobrem, prawdą.
A bicie dzieci jest ZŁEM.

Tak, w Biblii są fragmenty dotyczące rózgi. Są również fragmenty dotyczące bicia żon, niewolnictwa (dlaczego niewolnictwo tak długo mogło stanowić hańbę ludzkości? bo ludzie powoływali się na Biblię, twierdząc, że Bóg tak chce!), kamienowania dzieci.

Dlaczego tak łatwo jest traktować dosłownie biblijne słowa o rózdze, a nikt nie traktuje dosłownie na przykład tego fragmentu z „Księgi Powtórzonego Prawa”:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego [...] ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: „Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście
i pijaństwu”. Wtedy mężowie tego miasta będą kamieniowali go, aż umrze.


Anna Golus

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się