Dzieci – ludzie czy bestie?

Mała dziewczynka ze złością pluje na kamerę, nieco starszy chłopiec z płaczem krzyczy, że „gdyby nie ta debilna telewizja, to byłoby normalnie”, matka kilkuletniego dziecka opowiada przed kamerami o jego onanizmie, a ze zwiastuna programu o zbuntowanych nastolatkach dowiadujemy się, że jego bohaterowie „to nie dzieci, to bestie”. Przy okazji premiery „Surowych rodziców” – kolejnego programu telewizyjnego o niegrzecznych dzieciach – warto spojrzeć na tego rodzaju produkcje z punktu widzenia dziecka. I z myślą o jego prawach.

Teoretycznie takie programy mają charakter edukacyjny – ich celem jest przedstawienie skutecznych metod i sposobów na radzenie sobie z dziećmi sprawiającymi kłopoty wychowawcze. W rzeczywistości jednak stanowią co najmniej niejednoznaczne moralnie reality show, w którym łamane są podstawowe prawa dzieci. O ile bowiem rodzice dobrowolnie biorą udział w programie, o tyle nie można tego powiedzieć o dzieciach.

Już sam udział dziecka w takim programie jest łamaniem jego prawa do prywatności. Nie wyobrażamy sobie nawet zmuszania dorosłego człowieka do wysŧępowania w telewizji bez jego zgody lub wiedzy, a nie widzimy nic złego w tak wielkiej ingerencji w prywatność dziecka. Oglądamy dziecięcy płacz, krzyk, histerię; patrzymy, jak dorośli ludzie rozmawiają o dziecku przy nim, tak jakby było rzeczą; widzimy dzieci załatwiające swoje potrzeby fizjologiczne, nagie, wymiotujące… Przedstawianie dzieci w takich sytuacjach jest poniżające i uwłacza ich godności.

Uwłaczający jest też sposób mówienia o dzieciach w zwiastunach, opisach i czołówkach takich programów, czego najlepszym przykładem są słowa „to nie dzieci, to bestie” ze zwiastuna programu, którego premiera miała miejsce w marcu 2012 – Roku Janusza Korczaka, „roku intensywnej promocji praw dziecka”.

Nie wiem, czym kierują się rodzice zgłaszający do takich programów siebie i swoje dziecko (lub tylko swoje dziecko – wysyłając zgłoszenie do „Surowych rodziców” dorosły może bowiem zaznaczyć, że nie wyraża zgody na swój udział w programie). Nie rozumiem, jak można wystawiać własne dzieci na pośmiewisko, odzierać je z godności, pozbawiać prywatności. Nie jestem w stanie zrozumieć motywacji osób tworzących takie programy i – przede wszystkim – niekonsekwencji (a może „tylko” niedostrzegania oczywistości?) ekspertów biorących w nich udział. Jak można walczyć o przestrzeganie praw dziecka i jednocześnie je łamać? Jak można podkreślać podmiotowość dzieci i jednocześnie uprzedmiotawiać je w programach telewizyjnych?

Artykuł 16 „Konwencji o Prawach Dziecka” brzmi:

Żadne dziecko nie będzie podlegało arbitralnej lub bezprawnej ingerencji w sferę jego życia prywatnego, rodzinnego lub domowego czy w korespondencję ani bezprawnym zamachom na jego honor i reputację.

Udział dziecka w programach typu reality show stanowi ingerencję w jego życie prywatne, rodzinne i domowe, a także – może stanowić zamach na jego honor i reputację (i bardzo często tak jest, o czym świadczy choćby większość komentarzy zachowania dzieci występujących w takich programach). Skoro nawet obrońcy praw dziecka tego nie widzą, to jak mogą wymagać od zwykłych rodziców – których poglądy kształtuje m.in. właśnie telewizja – by przestrzegali innych praw dziecka?

Jak rodzice mają przestrzegać prawa dziecka do nietykalności cielesnej, skoro mówią im o tym osoby łamiące dziecięce prawo do prywatności i poszanowania godności? Jak rodzice mają uznać, że „nie ma dzieci, są ludzie”, skoro telewizja przekonuje ich, że dzieci to bestie?

 

Anna Golus
12 marca 2012

FacebookTwitterBlipGoogle+WykopTumblrPrintEmailPodziel się